OPIS MECZU

   

Sobota - 06.08.2005 - godz. 16.00

Astra Krotoszyn - 2 : 3 - Zjednoczeni Rychwał

   

Bramki dla Astry: Hubert Wronek (10), Wojciech Falentin (41)

Astra: Półtoraczyk, Potarzycki, Sworowski, Kosiński, Wawrocki, Falentin (76 Frydryszak), Baran, Nowak, Wronek (88 Sikora), Szajkowski, Smyczyński

Zjednoczeni: Kotoński, Durkiewicz, Olek, Rob. Lenart, Okoński, Witek (90 Wejman), Kwieciński (46 Sypuła), Gadomski, Derbich (64 Pyrzyński), J. Krzyżanowski, Pawlak (70 Banaszak)

Gdy do przerwy sobotniego meczu Astra, na inauguracje nowego sezonu, prowadziła u siebie, ze Zjednoczonymi 2:0 wydawało się, że da to nam komplet punktów. Niestety, jak się później okazało, nie zainkasowaliśmy nawet jednego.
Sobotnie spotkanie określić można było jako mecz otwarcia sezonu 2005/06 w piłkarskiej wielkopolskiej IV lidze grupy południowej, gdyż trzy pozostałe odbywające się w tym dniu rozpoczęły się godzinę później. Była to więc podwójna inauguracja. Miała ona dać odpowiedź na pytanie ile tak naprawdę warta jest obecna, odmłodzona Astra i na co ją teraz będzie stać.
Zdecydowanym faworytem byli goście, mający w składzie m.in. braci Lenartów, Zbigniewa Okońskiego, Przemysława Pawlaka czy pozyskanych w letnią przerwę Marcina Gadomskiego i Tomasza Witka. Doznali jednego, ale za to poważnego osłabienia gdyż odszedł doświadczony bramkarz Adam Delwo.
Dosyć dużym i myślę miłym zaskoczeniem dla miejscowych kibiców był fakt, że jednak pozostał u nas Tomasz Szajkowski. W minionym tygodniu pozyskano także dobrze znanego Romana Frydryszaka, który za czasów III ligi występował w Astrze, a ostatnio był grającym trenerem w Wiśle Mróz Borek Wlkp.

Mecz mógł rozpocząć się nadwyraz wspaniale, gdyż rekordowo szybko bo już w 40 sekundzie bramkę zdobył Łukasz Smyczyński. Zdaniem sędziów uczynił to jednak ze spalonego i jej nie uznali. Znane przysłowie mówi co się odwlecze to nie uciecze i to się potwierdziło. Co prawda strzał Szajkowskiego w 3 min. był jeszcze minimalnie niecelny, ale w 10 min. po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Wojciecha Falentina celnie główkował Hubert Wronek i objęliśmy prowadzenie. Chwilę potem znów po podaniu Falentina do Smyczyńskiego piłkę na róg w ostatniej chwili wybił Przemysław Durkiewicz. W 25 min. niewiele z rzutu wolnego z 18 metrów pomylił się grający trener Michał Kosiński. W 41 min. wspaniałym strzałem w tzw. długi róg popisał się Falentin podwyższając prowadzenie. Nie minęła nawet minuta gdy 17 letni bramkarz gości - Łukasz Kotoński wygrał pojedynek sam na sam z Szajkowskim. Mimo więc tej nie wykorzystanej stu procentowej okazji po pierwszej części można było być zadowolonym i optymistycznie patrzeć na drugą połowę. Wystarczy chociażby wspomnieć, że przyjezdni ani razu poważniej nie zagrozili naszej bramce.

Tymczasem niespodziewanie rolę się odwróciły po zmianie stron. To Zjednoczeni od pierwszego gwizdka sędziego zaczęli nadawać ton grze. Już w 46 min. po silnym strzale Pawlaka i interwencji Piotra Półtoraczyka skończyło się na rogu. Nie dał się on także pokonać Okońskiemu z rzutu wolnego z 18 metrów (50 min.). Natomiast w 54 min. niecelnie główkował Gadomski. Chwilę potem najpierw Kotoński dobrze spisał się po uderzeniu Smyczyńskiego z 20 metrów, a następnie akcji Michała Potarzyckiego nie zdołali zamknąć Smyczyński i Szajkowski. Niestety w 63 min. kontaktowego gola strzelił Gadomski. W 72 min. nieco egoistycznie zachował się Bartłomiej Nowak marnując dobrą okazję. Rywale przeprowadzili szybką kontrą zakończoną doprowadzeniem do wyrównania przez Tomasza Pyrzyńskiego. Po upływie zaledwie 180 sekund Robert Lenart z ostrego kąta chciał dośrodkować na pole karne, ale piłka mu zeszła i to w ten sposób, że ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki. Było to więc 13 minut, które wstrząsnęło Astrą. Miejscowi kibice nie wierząc własnym oczom przecierali je ze zdumienia. W końcówce, nie mając już nic do stracenia, znowu zaatakowaliśmy odważniej m.in. dwie okazje miał Smyczyński, ale wynik niestety nie uległ już zmianie i porażka, której po pierwszych 45 minutach, chyba nikt z krotoszyńskich kibiców i działaczy się nie spodziewał stała się jednak faktem. Sprawdziły się więc słowa trenera Jerzego Banaszaka, który po ostatnim sparingu jego drużyny ze Spartą Konin, wygranym 2:1, po dwóch karnych Gadomskiego, zapowiadał lepszą dokładność i skuteczność w pierwszym meczu o punkty.
W najbliższą niedzielę zmierzymy się na wyjeździe z Koroną Piaski. Początek meczu o 15.00

Witold Blandzi

Wywiady:

Jerzy Banszak trener Zjednoczonych:

-Jakby pan ocenił ten mecz?
Mecz jak wszyscy widzieli miał dwie różne połowy. W pierwszej przewagę mieli gospodarze, wykorzystując błędy naszego młodego bramkarza, debiutującego na tym poziomie. Nie mam więc do niego pretensji gdyż później wybronił nam sytuacje sam na sam. Natomiast po przerwie byliśmy całkowicie innym zespołem, to my dyktowaliśmy warunki. Szczerze przyznam, że może remis byłby dziś bardziej sprawiedliwym wynikiem, a jednak wygraliśmy i z tego oczywiście bardzo się cieszymy.
-A co pan powiedział swoim zawodnikom w szatni, że po przerwie zaprezentowali całkiem inną grę?
Musiałbym zacząć od tego, że dwa tygodnie temu wróciliśmy z gór, w których bardzo ciężko pracowaliśmy i nasza świeżość mam nadzieję przyjdzie za tydzień, może 10 dni. Dzisiaj rywale w pierwszej połowie byli od nas szybsi, ale wiedziałem, że to musi się wyrównać, a nawet przejść na naszą korzyść po zmianie stron. Okazało się, że miałem racje. A poza tym od początku drugiej części chcieliśmy szybko strzelić kontaktowego gola, a później następne. Udane były też zmiany. 
-Jaki cel mają Zjednoczeni w tym sezonie?
Tak jak zawsze utrzymać się. Chociaż wiem, że będzie ciężko. Myślę, że ta liga będzie podzielona na zespoły słabsze i mocniejsze. Z tego co czyta się w prasie widać, że niektóre zespoły się powzmacniały. Chociaż nie zawsze te teoretyczne wzmocnienia się sprawdzają. 
-Jak pan ocenia szanse odmłodzonej Astry?
Ostatnio jak tutaj graliśmy przegraliśmy minimalnie 0:1 i byliśmy wtedy lepszym zespołem od was, stwarzając wiele sytuacji, których nie potrafiliśmy wykorzystać. Dzisiaj był mecz bardziej wyrównany niż tamten. Obecna Astra bardziej mi się podobała, przynajmniej do przerwy.

Michał Kosiński trener Astry:

-Jak oceniasz ten mecz?
Był to mecz dwóch połów. W pierwszej zagraliśmy koncertowo, nie pozwalaliśmy rywalom na stworzenie większego zagrożenia, przez co nie oddali strzału na bramkę. Widocznie zbyt wcześnie uwierzyliśmy, że ten mecz jest już wygrany. Oddaliśmy inicjatywę w środku pola. Przeciwnicy nas zaskoczyli zdecydowanymi atakami, a mój młody zespół nie udźwignął tego. A poza tym miałem dwóch czwartoligowych debiutantów: Adriana Barana i Bartka Nowaka i widać było pewną ich tremę. 
-Ważne żeby teraz szybko odbudować się psychicznie.
Na pewno taka porażka boli, tym bardziej, że podejrzewam kibice byli przekonani, że ten mecz jest wygrany i ja też tak twierdziłem. Sztuką jest przegrać taki mecz, ale niestety taka jest piłka i takie rzeczy się w niej zdarzają.

Rozmawiał Witold Blandzi

    

- Strona główna -