OPIS MECZU

   

Sobota - 06.08.2005 - godz. 16.00

Astra Krotoszyn - 2 : 0 - Ostrovia Ostrów Wlkp.

   

Astra: Półtoraczyk, Potarzycki (72 Zieliński), Kosiński, Sworowski, Wawrocki, Wronek, Baran, Nowak, Hyżyk (84 Kucybała), Szajkowski (89 Dudek), Smyczyński (72 Falentin)

Ostrovia: Mierzwicki, Piec (46 Zagórski), Szczepański, Szymczak, Dybek, Białkowski (46 Szewczyk), Nicpoń, Królak (84 Goliński), Udzik, Czajka, Danilczyk (46 Adamczyk).

Pierwszą wygraną w tym sezonie na własnym stadionie odniosła Astra, która pokonała dotychczasowego, nieoczekiwanego lidera - Ostrovię 2:0.

Po porażce tydzień wcześniej w Kole Michał Kosiński zapowiedział, że po meczu z ostrowianami, którzy po czterech kolejkach nieoczekiwani prowadzili w IV lidze, to jego zawodnicy będą się cieszyć ze zdobycia pierwszego kompletu punktów na własnym terenie. Było jednak jasne, że będzie to zadanie bardzo trudne, gdyż rywale w swoim składzie mają przede wszystkim Sławomira Udzika i Mirosława Czajkę, a więc doświadczonych i niebezpiecznych zawodników, którzy przeszli do nich w przerwę letnią z Jaroty. Ciekawie zapowiadał się zwłaszcza pojedynek tego drugiego z krotoszyńskim napastnikiem - Tomaszem Szajkowskim. Górą z niego wyszedł zawodnik gospodarzy.
Spotkanie rozpoczęło się minutą ciszy, którą uczczono pamięć zmarłego w czwartek sekretarza WZPN Zdzisława Tomczaka. Zgodnie z zapowiedzią trenera nasi od początku mieli przewagę. Została ona potwierdzona już w 8 min., kiedy po podaniu Michała Potarzyckiego z lewej strony piłkę głową do bramki z bliskiej odległości skierował Łukasz Smyczyński. Ten sam zawodnik mógł w 15 minucie podwyższyć prowadzenie, ale w ostatniej chwili jego akcję przerwał wybiciem piłki na aut Łukasz Szczepański. Później dwie dobre okazje mieli rywale, ale strzał Szczepańskiego z rzutu wolnego z 18 metrów był minimalnie niecelny, zaś następnie po uderzeniu Udzika dobrze spisał się Piotr Półtoraczyk. W 28 min., po solowej akcji, minięciu dwóch obrońców i silnym strzale Szajkowskiego, Mateusz Mierzwicki po raz drugi musiał wyciągnąć piłkę z siatki. Kontaktowego gola ostrowianie mogli zdobyć w 34 min., ale atakującego Damiana Danilczyka w ostatniej chwili powstrzymał Tomasz Sworowski.
Wielu miejscowych kibiców obawiało się powtórki z meczu inauguracyjnego sezon z Rychwałem, kiedy to też po pierwszych 45 minutach prowadziliśmy 2:0, by ostatecznie ulec 2:3. Na szczęście nasi zawodnicy wyciągnęli odpowiednie wnioski z tamtego pojedynku, tym razem nie pozwalając rywalom na odrobienie strat. Nie mający nic do stracenia trener gości Andrzej Sobczak zdecydował się na pokerową zagrywkę, na początku drugiej części dokonując aż trzech zmian. Jak się okazało, niewiele to jednak jego drużynie dało. Tymczasem w 48 min. ponownie trafił Szajkowski, ale tym razem zdaniem sędziów uczynił to ze spalonego i gol nie został uznany. Później Mierzwicki dwukrotnie nie dał się pokonać Potarzyckiemu, a uderzenie Huberta Wronka było niecelne. W 75 min. niewiele pomylił się Szajkowski. Od tego momentu przewagę mieli oście, tym bardziej, że w 79 min. za zbyt pochopnie pokazaną drugą żółtą kartkę boisko musiał opuścić Wronek. Na szczęście Półtoraczyk był tego dnia nie do pokonania, broniąc kolejno strzały: Udzika (dwukrotnie), Szczepańskiego, Adamczyka, Szymczaka i Dybka. Zapowiadane więc przez Kosińskiego upragnione i zasłużone zwycięstwo stało się faktem.
A przed nami zapowiadający się niezwykle ciekawie mecz. W najbliższą niedzielę kobyliński Piast w powiatowych derbach podejmować będzie Astrę. Początek meczu o 16.00

Witold Blandzi 

Wywiady:

Andrzej Sobczak - trener Ostrovii

Nie możemy być oczywiście zadowoleni z tego meczu, zagraliśmy słabo, zwłaszcza w pierwszej połowie. W drugiej było lepiej, ale nie udało nam się odrobić strat, mimo że stworzyliśmy kilka okazji. A przyjechaliśmy tu przynajmniej po remis. Gospodarze zaskoczyli mnie konsekwencją gry. 

Michał Kosiński - trener Astry

Dziękuje drużynie, że zagrała z pełnym zaangażowaniem i wolą walki. Chcieliśmy ten mecz wygrać i tak się stało. A jednym z ważnych elementów było niedopuszczenie do podań Mirka Czajki, który w polu karnym zawsze jest bardzo groźny. Oby tylko ta dzisiejsza wygrana była dobrym symptomem na przyszłość. Myślę, że teraz zespół uwierzy we własne umiejętności i do Kobylina pojedziemy powalczyć o kolejny komplet punktów.

    

- Strona główna -