|
Zjednoczeni: Zaremba (90 Kotoński), Rob. Lenart, Olek, Rad. Lenart, Sypuła (82 Wejman), Krzyżanowski, Gadomski, M. Kaźmierczak (88 Z. Kaźmierczak), Debich, T. Pyrzyński (88 M. Pyrzyński), Pawlak
Astra: Półtoraczyk,
Potarzycki, Kosiński, Wawrocki, Kucybała (70 Sworowski), Nowak (46
Falentin), Szpilewski, Wronek (86 Zieliński), Hyżyk, Smyczyński, Szajkowski
Na inaugurację obecnego sezonu piłkarze Astry przegrali u siebie ze Zjednoczonymi 2:3. W minioną niedzielę, w rozgrywanej awansem pierwszej kolejce rundy rewanżowej, spisali się jeszcze gorzej, ulegając rywalom
1:3.
Losy wspomnianego inauguracyjnego meczu mogły być całkiem inne, gdyby naszym piłkarzom w jego drugiej części nie zabrakło mobilizacji. Do przerwy prowadziliśmy przecież 2:0, by po zmianie stron stracić trzy gole i nie strzelić ani jednego. Patrząc na formę zawodników Astry trudno było wierzyć, że w przyspieszonym rewanżu może być lepiej. Po sobotnich meczach było już jednak wiadomo, że zwycięstwo powiększy konto punktowe, ale nie poprawi miejsca w tabeli. Spadek o oczko niżej też nam raczej nie groził.
Przez pierwszy kwadrans na rychwalskim boisku działo się niewiele. W 16 min. to krotoszynianie mieli pierwszą dobrą okazję, szybko wykonując rzut wolny z pobliża lewego narożnika pola karnego, ale po strzale Rafała Szpilewskiego piłka zatrzymała się na murze. Po chwili, w podobnej sytuacji, ale z drugiej strony, skończyło się na rogu. W 26 min. dopisało nam szczęście, kiedy to Przemysław Pawlak trafił w słupek. Pięć minut później minimalnie pomylił się Łukasz Smyczyński, a w 38 min. tak samo zakończyła się akcja Macieja Sypuły. Po następnych kilku minutach iotr Półtoraczyk nie dał się pokonać Pawlakowi. W końcówce pierwszej połowy aż trzy okazje mieli nasi. Najpierw Tomasz Szajkowski zachował się nieco zbyt egoistycznie i zamiast podać do znajdującego się na dobrej pozycji Smyczyńskiego, mimo naciskania przez obrońców, sam prowadził akcję, by ostatecznie zostać zablokowanym. Następnym razem podał do Smyczyńskiego, ten do Szpilewskiego, którego dwa strzały także zostały zablokowane. I wreszcie znów podającym był Szajkowski, tym razem podając do Artura Hyżyka, którego akcje wybiciem piłki na róg w ostatniej chwili przerwał jeden z obrońców.
Cztery minuty po zmianie stron znów dopisało nam szczęście, kiedy to po strzale Łukasza Debicha piłka odbiła się od poprzeczki, a następnie linii bramkowej i wyszła w pole. Po chwili po strzale tego samego zawodnika dobrze spisał się Półtoraczyk. Następnie dwie szanse mieli astrowicze: najpierw uderzenie Hyżyka zostało wybronione, a za drugim razem akcja Smyczyńskiego dała nam róg. W końcu nadeszła decydująca 59 min., kiedy to po rzucie wolnym Marcina Gadomskiego z ponad 20 metrów iłka wypadła z rąk naszemu golkiperowi. Najszybciej dobiegł do niej Pawlak, z bliska wpakowując ją do siatki. Zaledwie kilkadziesiąt sekund potem prowadzenie podwyższył Łukasz Debich. W 64 min. nieskutecznie bramkarza miejscowych z 25 metrów próbował pokonać Szajkowski. Rywale przeprowadzili szybką kontrę, w ostatniej chwili przerwaną przez Przemysława Kucybałę. W 70 min. wysuniętego Półtoraczyka przelobował z 16 metrów Gadomski, uzyskując rezultat 3:0. Chwilę później miał kolejną dobrą okazję, wykonując rzut wolny niemal z linii pola karnego, ale piłka ugrzęzła w murze. W 80 min. honorowe trafienie dla Astry zanotował Szajkowski. Trzy minuty później mógł jeszcze raz wpisać się na listę strzelców, tym razem jednak bramkarz złapał piłkę. W 90 min. spudłował Gadomski, nie dostrzegając swoich dwóch kolegów na lepszych pozycjach.
Witold Blandzi
Wywiady:
Jerzy Banaszak
- trener Zjednoczonych
Myślę, że wygraliśmy zasłużenie, chociaż “Astra” w pierwszej połowie zaprezentowała się bardzo dobrze, czym mnie zaskoczyła. W drugiej połowie byliśmy już jednak zdecydowanie lepsi, czego potwierdzeniem są strzelone gole. Mamy 29 punktów, czyli o 9 więcej niż zakładaliśmy. Jestem więc bardzo zadowolony. Tym niemniej po 2,5 roku w tym klubie postanowiłem zrezygnować, bo uważam, że potrzebne są zmiany. Zzacząłem od siebie.
Andrzej Buski - trener Astry
Był to kolejny mecz, w którym mogliśmy co najmniej zremisować. Zagraliśmy jednak bez pauzującego za kartki Tomasza Sworowskiego i było to widoczne. Znów o porażce zadecydowały indywidualne błędy. Pewnym pocieszeniem jest to, że ostatnio w każdym meczu strzeliliśmy gola. Gdyby dziś udało nam się to w pierwszej połowie, która była wyrównana, spotkanie potoczyłoby się inaczej. Tym niemniej znów potwierdziło się, że bardzo potrzebujemy wzmocnień. Podałem już zarządowi nazwiska piłkarzy, którzy mogliby do nas dołączyć.
Rozmawiał Witold Blandzi
|