|
Astra Krotoszyn - Piast Kobylin 1:2 (1:1)
Bramki: Paweł Świtała (15) oraz Artur Głowieńkowski (42), Marcin Jagodziński (50)
Astra: Półtoraczyk, Kosiński,
Tylman, Świtała, Hylewicz, Maryniak, Wawrocki, Sikora, Potarzycki, Białkowski (60. Wronek), Szajkowski
Piast:
Izydorczak, Plota, Głowieńkowski, Pospiech, Kaczmarek, Sadowski, Chmielarczyk (64. H. Kowalski),
P.Kowalski, Szalchetka (55.Gawrecki), Nowicki, Jagodziński (86. Ciółko)
W derbowym pojedynku pomiędzy Astrą Krotoszyn, a Piastem Kobylin minimalnie lepsi byli podopieczni Marka
Nowickiego, którzy wygrali na boisku rywala 2:1.
Tym pojedynkiem żyli kibice od kilku dni. W obozie krotoszyńskim ucieszono się, gdy z Kobylina dotarła wiadomość, iż Krzysztof Kendzia nie zagra przeciw Astrze z powodu żółtych kartek. - Bez Krzyśka będziemy musieli zagrać na pewno inaczej - mówił przed spotkaniem Grzegorz Pernak - kierownik Piasta. Sam zawodnik pojawił się na meczu i przez 90 minut dopingował kolegów z ławki rezerwowych. Do Krotoszyna przyjechała spora grupka kibiców gości, która nastawiła się na głośny doping. Ich zadaniem było także wyprowadzić z równowagi Janusza
Maryniaka, którego pamiętają jeszcze za czasów jego gry w Piaście.
W grodzie Krotosa zaś po kilku sezonach powrócili Adam Sadowski i Przemysław
Kaczmarek. Dla obu ten mecz był szczególny. - Chcę się przypomnieć i pokazać z jak najlepszej strony. Zrobię wszystko, aby punkty odjechały do Kobylina - zapowiadał popularny
,,Kaka''. Podopieczni Krzysztofa Wewióra chcieli się zrewanżować za porażkę w finale Okręgowego Pucharu Polski i od początku ruszyli do ataków. Zespół Marka Nowickiego grał bardzo cofnięty i czekał na skuteczną kontrę. Pierwsze groźne strzały były autorstwa gospodarzy. W piątej minucie mocno strzelał Michał Potarzycki, a chwilę później Krystian Sikora. Krzysztof Izydorczak nie musiał jednak interweniować, bo oba były niecelne. Kolejne minuty to festiwal niewykorzystanych sytuacji głównie przez Tomasza Szajkowskiego. W 13 minucie zdobywca dwóch goli w meczu z LKS-em Gołuchów minimalnie chybił po centrze Sikory, a kilkadziesiąt sekund później nie trafił po dośrodkowaniu Pawła Świtały. W 15 minucie padła bramka, której nie powstydziłyby się stadiony Ligi Mistrzów. Janusz Maryniak dośrodkował z rzutu rożnego,
golkiper przyjezdnych wypiąstkował piłkę poza pole karne, a Świtała kapitalnym wolejem umieścił ją w siatce. Z pewnością była to jedna z piękniejszych bramek, jaka padła w ostatnim czasie na stadionie w Krotoszynie. Astra nie zadowoliła się jednym trafieniem i szukała kolejnych szans. Szajkowski po dośrodkowaniu lewego obrońcy głową próbował zaskoczyć Izydorczaka, ale futbolówka odbiła się od murawy i przeszła nad bramką. W 21 minucie Łukasz Wawrocki idealnie podał do Dawida Białkowskiwego, który mógł wybierać, w którym miejscu chce umieścić piłkę. Na przeszkodzie stanął mu
jednak...Szajkowski, który nie zauważył kolegi i z dobrze zapowiadającej się akcji, nic nie wyszło. W 35 minucie krotoszyńskich kibiców mógł ucieszyć Sikora, ale po dośrodkowaniu Maryniaka piłka zatrzymała się jedynie na słupku. Astra miała ogromną przewagę w sytuacjach podbramkowych, ale ich niewykorzystała, co zemściło się w 42 minucie. Marek Nowicki idealnie dograł na głowę Artura Głowieńkowskiego, który zmusił do kapitulacji Piotra Półtoraczka. Takim rezultatem zakończyła się pierwsza odsłona meczu.
Na drugą bramkę przyjezdni nie musieli długo czekać. Już w piątej minucie po zmianie stron kapitalny rajd przeprowadził
Kaczmarek. Miękko wrzucił piłkę do Marcina Jagodzińskiego, a młody napastnik uzyskał prowadzenie dla gości. - Tylko pamiętajcie, aby zaznaczyć kto podawał - śmiał się po meczu były piłkarz Astry. Radości z tytułu prowadzenia nie kryła przyszła żona...
Łukasza Wawrockiego, która mieszka w Kobylinie. Astra próbowała wszystkimi możliwymi sposobami odwrócić losy pojedynku, ale bardzo dobrze spisywał się blok defensywny gości. W pewnym momencie Półtoraczyk grał jako ostatni obrońca na wysokości 20 lub nawet 25 metra. Kobylinianom z kolei nie udało się dobić przeciwników, choć mieli ku temu dwie okazje. Jedną Piotr Kowalski, którego strzał dobrze obronił bramkarz Astry, a drugą
Nowicki, któremu piłka odskoczyła w ostatnim momencie. W końcówce spotkania goście grali na czas, czego przykładem może być kuriozalna sytuacja, w której grający trener wykonał rzut rożny wykopując piłkę...na aut bramkowy.
Krotoszynianie mają więc tylko jeden punkt w dwóch meczach rundy wiosennej i muszą się teraz mocno spiąć na pojedynki z Victorią Września i Zjednoczonymi Rychwał. - Przyznam uczciwie, że nie myśleliśmy o wygranej. Zadowoliłby nas remis. Mocno bym się zdziwił gdyby ktoś prognozował przed inauguracją mielibyśmy po dwóch meczach komplet punktów. Oby szło nam tak dalej - mówił z kolei
Pernak.
Wojciech Miller
"Fakty Krotoszyńskie"
|
Galeria
zdjęć (fot. Adam Augustyniak)





|
|