Wywiad z prezesem


            

Wywiad Witolda Blandzi z prezesem KS Astra Krotoszyn Mieczysławem Pełko przeprowadzony tuż po drugim meczu barażowym w Gnieźnie (28.06.2003 r.).
Ukazał się w "Rzeczy Krotoszyńskiej" nr 26/434/2003 (2 lipca 2003).

Jak Pan ocenia wynik tego dwumeczu barażowego? Czego zabrakło Astrze?

Uważam, że zabrakło przede wszystkim szczęścia, a poza tym nie wszyscy piłkarze wytrzymali presję tych dwóch meczów. To może niuanse, tym niemniej to one zadecydowały o przegranych. Wydaje mi się, że byliśmy co najmniej równorzędnym rywalem dla gnieźnian, którzy bardzo chcieli awansować. Zawsze ktoś musi przegrać, szkoda, że akurat musielibyśmy to być my. Nie mamy specjalnych pretensji do sędziów, ale trochę pomagali gospodarzom.

Co może Pan dziś powiedzieć o przyszłości naszej drużyny?

Na pewno nie będzie nas stać na to, by jeszcze raz powalczyć o trzecią ligę. Myślę, że w związku z tym zawodnicy z terenu łódzkiego odejdą, chociaż decyzja będzie należała do nich. Nie będziemy jednak w stanie wypłacać tak wysokich stypendiów, chyba że znajdą się sponsorzy gotowi utrzymywać poszczególnych piłkarzy.

Mieczysław Pełko - Prezes KS Astra Krotoszyn

Czy trener Grzegorz Wesołowski pozostanie?

Trener Wesołowski odejdzie, bo zamknął się pewien etap jego pracy. Myślę, że chciałby pracować w klubie, który ma większe ambicje. A naszym najbliższym celem jest zmontowanie drużyny. Postawimy na młodzież, juniorów, którzy będą chcieli grać w czwartej lidze. Taka jest nasza przyszłość. Będzie to na pewno piłka typowo amatorska, może z trzema bardziej doświadczonymi piłkarzami, którzy poprowadziliby drużynę.

Czyli nasz start w nowym sezonie nie jest zagrożony?

Nie, absolutnie. Otrzymaliśmy pieniądze z Urzędu Miejskiego i one ciągle są. Tak więc nie ma obaw, ale – powtarzam – będziemy grali bez ambicji zajęcia pierwszego miejsca, gdyż to wymaga większego budżetu. Chyba że znalazłby się jakiś strategiczny sponsor...

W minionym tygodniu pojawiła się niepokojąca informacja o rzekomych zwolnieniach lekarskich podstawowych zawodników. Okazało się, że jest to chwyt psychologiczny wobec Mieszka. Jak Pan sądzi, czy spełnił swoją rolę?

Nie do końca. Gnieźnianie nie uwierzyli. Zrobiło się trochę zamieszania, ale przy okazji dowiedzieliśmy się, że kibice śledzą wszelkie informacje, także te w internecie, i że przeżywają wszelkie ważne dla drużyny momenty. Przepraszam kibiców, ale to był wybieg mający pomóc nam w meczu rewanżowym.

W dzisiejszej Gazecie Poznańskiej prezes Mieszka mówi o niezbyt przychylnym przyjęciu zarządu tego klubu w Krotoszynie. Jakby Pan to skomentował?

Nie wiem, o co mu chodzi. Ja też nie czuję tutaj jakiegoś specjalnego wyróżniania. Potraktowano mnie jak normalnego kibica. Uważam, że jeśli prezes Mieszka chce, aby noszono go na rękach, to musi awansować do drugiej ligi, a potem do pierwszej. Może wtedy tak będzie. Chyba więc przesadził.

  

   

- Strona główna -