Wywiad Hanny Wąsowicz z prezesem KS Astra Krotoszyn Mieczysławem Pełko (ukazał się w "Informacjach Regionalnych" nr
40 (7/407).
Prezes Mieczysław Pełko, w swoim i zarządu klubu Astra imieniu, zwrócił
się do władz Krotoszyna z prośbą o finansowe wsparcie.
Dramatyczne pismo skierowano do burmistrza Juliana Joksia, przewodniczącego Rady Miejskiej - Wiesława
Świcy, przewodniczącego Komisji Budżetowej - Zdzisława Białka, przewodniczącego
Komisji Społecznej - Edwarda Jokiela, przewodniczącego Komisji Rewizyjnej - Zygmunta Kozupy oraz do całej Rady. Dotarło ono także do naszej redakcji. O trudnym położeniu klubu i intencji autora apelu, z Mieczysławem Pełko rommawia
Hanna Wąsowicz:
-
Jak wygląda sytuacja kadrowa ASTRY tuż przed rozpoczęciem rundy
wiosennej?
- Na początku sezonu myślałem, że skład zespołu do końca rozgrywek pozostanie taki sam.
Myślałem tak również na koniec "jesieni", jednak po miesiącu okazało się, że kluczowi zawodnicy
odeszli: Maciej Piątek - wybrał trzecioligową OBRĘ Kościan, Piotr Zdziebkowski - zakończył
karierę, będzie teraz grał czysto amatorsko na poziomie A czy B klasy, Ryszard Tomczak
- tu zaważyły względy sportowe, chce sprawdzić jeszcze swoje umiejętności na poziomie III ligi w MIESZKU Gniezno,
Łukasz Góralski - nie zagra z powodu nie wyleczonej kontuzji, Krzysztof Lechowski
- wrócił w rodzinne strony, ponieważ znalazł tam pracę. No i takim sposobem zespół rozsypał się.
-
Odejście Piotra Zdziebkowskiego było pewnym zaskoczeniem, ale czy nie należało się
spodziewać odejścia Macieja Piątka?
- Liczyliśmy się z taką możliwością, choć zostałem zapewniony przez trenera Krzysztofa Knychałę, tuż po jego odejściu
do OBRY, że w tamtejszym klubie Piątka nie bierze się pod uwagę. Sam Maciej na koniec grudnia potwierdził, że zostanie w ASTRZE, ale nie pojawił się na pierwszym treningu. Z tego co wiem, trenuje teraz w OBRZE, chociaż dochodzą mnie słuchy, że
wyraża chęć powrotu do ASTRY.
-
Czy w takiej sytuacji znajdą się w klubie nowe twarze?
- Na miejsce Piątka przyszedł Pachulicz (napastnik). Nadal szukamy
bramkarza, ponieważ naszemu młodzieżowcowi potrzebne jest jeszcze ogranie. Szukamy również obrońcy i
pomocnika, raczej z terenu byłego województwa kaliskiego. To na pewno obniżyłoby koszty utrzymania takiego
zawodnika.
-
Jak wyglądała sytuacja finansowa klubu na koniec ubiegłego roku?
- Na koniec roku wypadliśmy całkiem nieźle. Mamy niewielkie zadłużenie: wobec zawodników za
grudzień i zostały jeszcze zaległe trzy premie za poprzednią rundę. Sytuacja ogólna też nie była najgorsza. Nie ukrywam, że spory ciężar finansowy wziąłem na swoje barki. W tym roku
jest to niemożliwe, ponieważ nie jestem w stanie udźwignąć takiej odpowiedzialności.
-
Rok temu klub był w podobnej sytuacji. W wywiadzie mówił pan wtedy, że ASTRA nie ma sponsora, który mógłby wziąć na siebie
finansowanie. Czy przez ten rok nie pojawił się ktoś taki?
- Nadal nie ma takiego sponsora. Wraz z burmistrzem i kolegami z zarządu rozmawialiśmy z wieloma przedsiębiorcami i
zakładami pracy, lecz nie przyniosło to żadnych pozytywnych skutków. Jedyną firmą, która byłaby w stanie nam pomóc jest MAHLE, jednak jej dyrektor nie wyraził chęci pomocy klubowi. W ten sposób miasto zostało naszym jedynym sponsorem.
-
Czyli nadal pomocy szukacie w Urzędzie Miejskim?
- To jest klub miejski, dlatego szukamy tam wsparcia. Klub ma powiązania z miastem dlatego, że zawsze, a szczególnie w
ostatnim czasie, dość intensywnie reklamował miasto. W związku z tym przekazywano nam pieniądze z działu promocji - co ściśle obligowało nas do reklamowania Krotoszyna.
-
Tydzień temu wystosował pan pismo, którego adresatami między innymi byli: burmistrz i Rada
Miejska. Co skłoniło pana do podjęcia takich działań?
- Na początku lutego byłem u skarbnika gminy Grzegorza Galickiego, aby przedstawić mu klubowe rachunki. Pan Galicki uświadomił mi, jak dramatyczna
jest sytuacja w kwestii pomocy. Dowiedziałem się, że przyznano nam tylko 50 tys. zł i nie ma mowy o jakichkolwiek innych środkach. Ta kwota nawet w
50% nie pozwoli pokryć potrzeb klubu i dlatego postanowiłem zwrócić się z takim apelem. Nie będzie już środków z budżetu promocji miasta. W 2003 r. było to 80 tys. zł.
-
W piśmie znalazło się zdanie o ewentualnej dymisji zarządu i o rozwiązaniu klubu. Czy jest tak źle, aby do tego doszło?
- W tym zdaniu nie chodziło nam o to, że będziemy uciekać z tonącego okrętu. Chcieliśmy podkreślić naszą determinację. W najbliższym czasie odbędą się wybory i na pewno prezesem już nie będę, ale nadal chciałbym uczestniczyć w życiu klubu. Zastanawia mnie jednak to, co się stanie z klubem, w razie gdy nie będzie
miał zapewnionych środków.